[PL]: Nie jesteśmy narodem inżynierów

Jakiś czas temu w Dzienniku pojawił się felieton pana Prof. Marcina Króla zatytułowany “Nie jesteśmy narodem inżynierów”. Pozwoliłem sobie go przepisać i umieścić tutaj, bo nie zdarzyło mi się jeszcze, abym kiedykolwiek i gdziekolwiek natknął się na tak trafną krytykę stosunku społeczeństwa do “inteligencji technicznej”. Na szczęście prawa rynku – w swych nieskończonych mądrościach – zaczynają jednak ostatnimi czasy “prostować” niektórych zaciekłych przeciwników logicznego myślenia. Miłej lektury :)

“Z europejskich badań edukacyjnych PISA, których wyniki podał wczoraj “Dziennik”, dowiadujemy się, że polska młodzież jest zdecydowanie lepsza w przedmiotach humanistycznych, matematyka zaś i fizyka sprawiają jej problem. Oczywiście zainteresowanie humanistyką musi cieszyć. Teoretycznie przecież ludzie o szerokich horyzontach są kulturze i krajowi potrzebni. W praktyce jednak nie jest to wyłącznie powód do radości.

Większość młodzieży zainteresowanej humanistyką i tak pójdzie na bardzo mało humanistyczne studia, jak ekonomia, zarządzanie czy (proszę mi darować) prawo. A młodzi ludzie wybierają te przedmioty, które ułatwią im dostanie się na studia i z których w szkole można mniejszym wysiłkiem uzyskać dobre oceny.

Tak się składa, że kulturę ogólną i wiedzę humanistyczną można zdobyć, kiedy się jest inżynierem, kultury technicznej i wiedzy inżynierskiej zaś humanista łatwo nie zdobędzie. Dlatego te młodzieńcze decyzje powodują, że liczba ludzi w Polsce, którzy znają się na czymś konkretnym, jest coraz mniejsza.

Dla Polaków, jak się okazuje, ciągle cenny jest model kultury humanistycznej, a nie bardziej pozytywistyczny. Ale powodem jest także postkomunistyczne przekonanie, że inżynier to tylko taki lepszy rodzaj robotnika. Wtedy, a i potem, traktowano inżynierów jako gorszy gatunek człowieczeństwa i odpowiednio podle ich uczono. Teraz, kiedy zapotrzebowanie na klasyczne zawody inżynierskie – specjalistów od budowy domów, dróg, mostów, konstruktorów dźwigów, koparek czy maszyn rolniczych – jest kolosalne, Polska musi sprowadzać takich specjalistów z zagranicy.

W czasach PRL niby stawiano na wielki przemysł, ale rządzący snobowali się i udawali ludzi znających się na kulturze. Stąd wielkie roboty prowadzą dziś w Polsce zagraniczne firmy (co zrozumiałe) przy pomocy zagranicznych inżynierów. W mojej okolicy objazd miasta budują inżynierowie ze Słowacji. Bo też na Słowacji rzemiosło ceniono niesłychanie wysoko. Inżynierem tam być nie wstyd, a w Polsce – proszę sie zastanowić – kto ma wśród znajomych inżyniera albo zna młodzież, która poszła na jedną z wielu bardzo dobrych politechnik?

Stosunek do cywilizacji technicznej jest w naszym kraju księżycowy i tak był przez ostatnie 20 lat. Tylko Ludwik Dorn raz sobie przypomniał o inżynierach, kiedy – trochę ni z gruszki, ni z pietruszki – uznał ich za bardziej prawicowych niż humaniści. O tym, że Polacy istoty współczesnej cywilizacji nie rozumieją, świadczy najlepiej to, co wyczyniano w zakresie edukacji ze szkołami zawodowymi, z liceami o profilu technicznym, ze zdawaniem matematyki na maturze i tak dalej.

Naturalnie, przyjemniej rządzić, niż pracować zawodowo, przyjemniej być menadżerem lub specjalistą od public relations, niż stać w w deszczu na budowanym moście. Ale kiedy porównamy polskie osiągnięcia inżynierskie już nie z prawdziwym Zachodem, ale choćby z Czechami, Słowacją czy Węgrami, to się okaże, że wkład polskiej myśli technicznej w zasoby europejskie jest zerowy, a autorem ostatniego osiągnięcia był Ignacy Łukaszewicz. Co gorsza, znałem i znam ludzi, którzy są bardzo wybitnymi inżynierami, ale nikomu się tym nie chwalą, bo byle dziennikarz czy socjolog cieszy się o wiele większym prestiżem.

Jak więc dziwić się młodzieży, że tak kiepsko stoi w dziedzinie nauk matematyczno-przyrodniczych, że dysponuje – jak podaje raport PISA – jedynie zdolnościami odtwórczymi, a brak jej zupełnie zdolności twórczych. Przecież jest tak nie dlatego, że polska młodzież jest głupsza, tylko dlatego, że Polacy – zarówno dawniej, jak i dzisiaj – nie szanują cywilizacji, cywilizacja zaś to myśl techniczna przede wszystkim. Zarządzanie – obecnie najbardziej popularny przedmiot studiów w Polsce – polega na tym, że się czymś zarządza. A czym w Polsce można zarządzać, skoro nie ma u nas właściwie w żadnej dziedzinie żadnej infrastruktury?

Może więc inżynierowie niekoniecznie są prawicowi, ale na pewno bez nich marzenia o naszym cywilizacyjnym pościgu za Zachodem okażą się tylko marzeniami, a Polska zostanie drewniana.”